Kosz(m)art, czyli festiwal wygłupów

„Byliśmy – Jesteśmy – Będziemy”... szmaciarzami? Instalacja Roberta Knutha.

Byliśmy – Jesteśmy – Będziemy”… szmaciarzami? Instalacja Roberta Knutha.

 

Przez trzy dni trwał w Koszalinie „KOSZART”, czy „Festiwal Sztuki W Przestrzeni Publicznej”. Mimo prezentacji działań artystycznych w różnych miejscach publicznych na terenie miasta, ich widzami byli głównie dziennikarze, przedstawiciele władz i znajomi autorów, co nie przeszkodziło pomysłodawcom ogłosić sukcesu i zapowiedzieć kontynuację imprezy w przyszłych latach.

 

Po letnich Warsztatach Artystycznych „Daj Wyraz” zakończonych nabazgroleniem na płycie Rynku Staromiejskiego napisów typu „Wala ma dałna”, „kupa” i „Mieszkam w koszu” nie spodziewałem się, abym doznał na zorganizowanym w naszym mieście festiwalu tzw. sztuki współczesnej niczego poza uczuciem zażenowania. A jednak myliłem się: myślałem, że ustawiony duży lizak mający rzekomo nieść treści symboliczne lub wygłaszanie przez inną „artystkę” fragmentu manifestu dadaistów w języku francuskim, którego kompletnie nie rozumie i to co mówi recytuje niczym papuga, wyczerpują zestaw żenujących głupot. Tymczasem to, co dziś zobaczyłem sprawiło, iż oprócz zdumienia, że każda bzdura może być uznana za dzieło sztuki, poczułem również oburzenie.

Szmaciarstwo

Oto znany chyba każdemu mieszkańcowi Koszalina, znajdujący się na honorowym miejscu na rynku przed ratuszem pomnik „Byliśmy – Jesteśmy – Będziemy”, pomnik, przed którym co roku 4 marca w imieniu władz miasta i pionierów Koszalina składane są wiązanki kwiatów, ten pomnik został obwieszony starymi reklamowymi banerami, które w przeciągu godziny zamieniły się w dyndające podarte szmaty. Autor tej „interwencji”, Robert Knuth, pamiętny głównie z tego, że kilka lat temu w wywiadzie prasowym nazwał Koszalin „Koszmarlinem” i miastem mentalnie prowincjonalnym, wygłosił przy okazji swojego artystycznego działania jakiś niby manifest, w którym stwierdził, że pomnik tak naprawdę nie jest pomnikiem wyzwolenia Koszalina, tylko pomnikiem upamiętniającym spalenie miasta przez Rosjan.

 

Kilka godzin później rozmawiałem pod obwieszonym podartymi płachtami monumentem z przypadkowym przechodniem, który widział to samo co ja: zbezczeszczony pomnik, który współcześni koszalinianie widzą jako symbol narodzin polskości w dwudziestolecie zdobycia miasta. Bo przecież ten pomnik jest też w dużym stopniu hołdem złożonym koszalińskim pionierom, którzy po wojnie odbudowywali to miasto i tak ten pomnik ci nieliczni już pozostali przy życiu starzy ludzie traktują. I tak sobie myślę, że nie powinno być tak, aby szargać symbole. Ciekawe, co by powiedziano, gdyby jacyś ateiści postanowili „interweniować” w podobny sposób przy pomniku papieża, lub jacyś mający zastrzeżenia do marszałka Piłsudskiego endecy (są tacy wciąż w Polsce) wzięli go jako cel swoich podobnych działań.

Najdziwniejsze, że owa pseudoartystyczna prowokacja odbyła się pod patronatem władz miasta. Czy szacunek dla symboli, które 4 marca są miejscem składania przez te same władze kwiatów, nic już nie znaczy?

Pytania

Tego samego dnia, wieczorem w Galerii Scena odbyło się podsumowanie trzydniowego festiwalu, po czym organizatorzy zaprosili przybyłych do dyskusji. Jako pierwszy zabrał głos radny miejski i jednocześnie przewodniczący komisji Kultury Rady Miejskiej płk rez. Ryszard Tarnowski, który bardzo krytycznie wyraził się o „interwencji – instalacji” p. Knutha i zadając pytanie, co on właściwie chciał przez to powiedzieć. Odpowiedział mu dość zawile kierownik Galerii Scena, mówiąc m.in. o tym, że był to głos artysty, który chciał rozpocząć dyskusję na temat historycznej tożsamości mieszkańców. Szkoda, że nie było samego autora, zapytałbym, czy swoich wątpliwości, zamiast w obrazoburczej i niezrozumiałej postaci, nie mógłby wyrazić w jakiejś jasnej i zrozumiałej formie pisanej, np. w postaci manifestu, listu otwartego albo artykułu do gazety.

Mam wątpliwość, czy jeżeli obecny podczas performancu radny, człowiek mający dość często z szeroko rozumianą kulturą nie zrozumiał przesłania, czy zrozumieją je zwykli mieszkańcy – przechodnie, tacy jak ten, którego spotkałem. I jestem przekonany, że 99% powie to samo co on: że to kolejny niesmaczny wygłup. Wiedząc, że władze miasta przekazały na tę imprezę 20 tysięcy złotych czy nie lepiej byłoby przekazać te pieniądze np. muzeum, które z braku środków jest w stanie sprowadzać kilka razy w roku zaledwie po jednym obrazie wielkich mistrzów w ramach projektu „Galeria Jednego Obrazu”?

Zadałbym jeszcze jedno pytanie: do niedawna artyści wygłupiali się w swoich enklawach (galeriach, pracowniach, plenerach) i we własnym gronie. We własnym, ponieważ dla znakomitej większości ludzi eksponowane w galeriach „instalacje” typu klatka z kurami wypróżniającymi się na biało-czerwoną tkaninę nie są żadną sztuką, lecz jedynie obliczonymi na skandal wygłupam i po prostu ignorowano te wygłupy nie uczestnicząc w nich jako widzowie. Stało się niestety tak, że być może sfrustrowani brakiem widzów tzw. „artyści awangardowi” proponujący jako dzieło sztuki leżenie na podłodze trzymając telewizor nad głową, w myśl powiedzenia „nie chciała góra przyjść do Mahometa, musiał Mahomet pójść do góry” wyszli ze swoich niszowych galerii, by produkować się w miejscach publicznych przed przypadkowymi przechodniami, jak to widzieliśmy ostatnio na rynku. Pytam więc was, „tfurcy”: czy widząc, że wasze działania w miejscach publicznych nadal nie interesują ani mieszkańców, ani nawet ludzi związanych ze sferą kultury (rzucała się w oczy nieobecność wśród widzów artystów plastyków, aktorów, muzyków) i bawicie się wciąż we własnym dwudziestokilkuosobowym gronie, czy nie moglibyście wrócić do swoich nisz i nie oszpecać miasta?

Widzowie obecni przy działaniu Roberta Knutha: z przodu od lewej Marzenia Śmigielska (wydz. kultury UM), ?,  z-ca prezydenta Koszalina Przemysław Krzyżanowski, radny i przew. Rady Kultury Ryszard Tarnowski, dyr. KBP Andrzej Zimiński.

Tłumów widzów nie było: obecni przy działaniu Roberta Knutha: z przodu od lewej Marzenia Śmigielska (wydz. kultury UM), ?,  z-ca prezydenta Koszalina Przemysław Krzyżanowski, radny i przew. Rady Kultury Ryszard Tarnowski, dyr. KBP Andrzej Zimiński.

Od prawej: dyr. KBP Andrzej Zimieński, z-ca prezydenta Koszalina Przemysław Krzyżanowski i rzecznik prasowy UM Robert Grabowski.

Komentarze na gorąco… ciekawe, jakie?

Przypadkowi widzowie nie rozumieli, co artysta chciał przekazać swoim bełkotem.

Przypadkowi widzowie nie rozumieli, co artysta chciał przekazać swoim bełkotem.

 

Pięknie?

Pięknie?

Dzieło tfurcy straszy przez trzy dni (11-14 października 2011).

Dzieło tfurcy straszy przez trzy dni (11-14 października 2011).

Reklamy

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Zabawa w głuchy telefon

Od lewej: prezes Warsztatu Koszalin Gall Podlaszewski, z-ca prezydenta miasta Adam Szałek, p.o. dyrektora CK105 Paweł Strojek i rzecznik prasowy UM Robert Grabowski.

Tegoroczny najbardziej kontrowersyjny koszaliński eksperyment polegający na próbie stworzenia latem deptaka na zwężonym kawałku ulicy Zwycięstwa nie będzie poddany pod publiczną ocenę mieszkańców miasta. Władze uznały go za sukces i nie zamierzają o tym dyskutować.

Podsumowanie

W czwartek, 1 września do koszalińskich mediów rozesłano drogą elektroniczną zaproszenia na zorganizowaną następnego dnia konferencję prasową, której tematem miało być podsumowanie tegorocznej letniej akcji TAK na Deptak. W piątkowe południe w niewielkiej salce ratusza zgromadziło się kilkunastu dziennikarzy, przed którymi w roli gospodarzy i organizatorów spotkania wystąpili: zastępca prezydenta Koszalina Adam Szałek, p.o. dyr. CK105 Paweł Strojek, prezes Stowarzyszenia Upiększania Miasta Gall Podlaszewski oraz rzecznik prasowy UM Robert Grabowski.

Trwające ponad 40 minut spotkanie składało się w przeważającej części z wystąpień osób odpowiedzialnych za program tegorocznych imprez w ramach akcji TAK na Deptak i było w przeważającej części laniem wody. Najpierw z-ca prezydenta stwierdził, że istotą letniego eksperymentu było… uwaga: nie próba ożywienia centrum miasta zorganizowanymi na nowo powstałym deptaku imprezami, lecz sprawdzenie, czy zwężenie ulicy spowoduje korki. Eksperyment się udał, korków nie było. Zresztą – dodał filozoficznie p. Szałek – definicje korka są różne…

Następnie dyr. Strojek wymienił wszystkie zorganizowane i współorganizowane przez CK105 imprezy tego lata, w tym odbywające się w amfiteatrze, osiedlach itp., (w tym kongres Świadków Jehowy i Galę Boksu MMA). Najprawdopodobniej miało to przesłonić fakt, że ilość imprez w ramach akcji będącej tematem konferencji była bardzo uboga: składały się na nią zarówno imprezy coroczne (Bezpieczne Wakacje, Święto Wody), jak i te specjalnie przeniesione na rynek (Ulica Smaków). Nie zabrakło tłumaczeń odwołania kilku imprez z powodu pogody i powołania się na ofiary burzy na jednym z letnich festiwali w Belgii.

Po nim głos zabrał pomysłodawca akcji TAK na Deptak, prezes SUM Warsztat Koszalin, G. Podlaszewski, który w długim i nudnym wystąpieniu powtórzył po raz kolejny idee i cele projektu, ponownie powołując się na rozmaite martwe uchwały, studia i plany tworzone w Ratuszu. Zebrani znów dowiedzieli się, że „inne miasta patrzą z uznaniem na koszaliński eksperyment” (choć tymi „innymi miastami” było jedynie paru podobnych mu deptakomaniaków) oraz stwierdził, że istnienie deptaka „zwielokrotniło zyski koszalińskich przedsiębiorców” (zapewne chodziło o wszystkich trzech właścicieli jadłodajni). Z trudem skrywając zniecierpliwienie, któryś z dziennikarzy podsumował jego wystąpienie słowami:  – Ależ my to wszystko już słyszeliśmy!

Pytania

Po zakończeniu wystąpień można było zadawać pytania. Zanim je ujawnię, wpierw należą się czytelnikom wyjaśnienia: konferencja prasowa nie jest tym samym co debata publiczna. Jeżeli podczas debaty można się spierać i wytykać rozmówcy mijanie się z prawdą, to na konferencji prasowej można jedynie zadawać organizatorom pytania. I choćby w odpowiedzi dziennikarz usłyszał, że Ziemia jest płaska, to nie powinien polemizować podczas konferencji z autorem tego twierdzenia, a jedynie ewentualnie skomentować to w artykule prasowym.

Tak więc pytania, jakie zadano organizatorom brzmiały następująco:

Ile kosztował akcja TAK na Deptak?

Odpowiedź (dyr. CK105): w granicach 150 tys. (Ulica Smaków 50 tys., Święto Wody 30 tys. reszta 50-60 tys.)

Czy deptak wróci za rok…

Odpowiedź (A. Szałek): – Być może, ale w krótszej formule.

Czy eksperyment się udał?

Odpowiedź (G. Podlaszewski): – Majowy się udał.

Czy warsztat nadal będzie pilotował projekt TAK na Deptak?

Odpowiedź (G. Podlaszewski): – Dopóki starczy sił, energii i czasu – TAK

Czy będzie debata publiczna podsumowująca deptak?

Odpowiedź (A. Szałek zrobił zdziwioną minę): – A miała być??

(zwracając się do prezesa Warsztatu Koszalin): – Panie Gallu…

Gall zrobił minę zdziwionego…

– Nie widzimy takiej potrzeby…

Formuła

W lipcu prezes Warsztatu Koszalin, Gall Podlaszewski publicznie zapowiedział:

„We wtorek 26 lipca Stowarzyszenie zaproponuje Państwu publicznie formułę nawiązania dialogu pomiędzy wszystkimi stronami i mieszkańcami zaangażowanymi w przyszłość centrum Koszalina.”

26 lipca termin przedstawienia formuły uległ przedłużeniu

„Chcemy stworzyć możliwość publicznej wypowiedzi o deptaku wszystkim zainteresowanym stronom. Do tego potrzebne są czytelne zasady. Pośpiech niewskazany 😉
Proponujemy drugą połowę sierpnia, żeby jeszcze podczas działającego deptaka na żywo wymienić się obserwacjami.”

Dziś, szanowni czytelnicy, znamy już nową formułę dialogu społecznego: otóż dialog wg WK ma przypominać zabawę w głuchy telefon. Wszyscy jesteśmy zaproszeni do tej zabawy, prezydent Szałek szczerze zaprasza do swojego gabinetu (w poniedziałki, po wcześniejszym umówieniu się) i składania KONSTRUKTYWNYCH propozycji mających sprawić, aby deptak w tym, ale tylko w tym, a nie w innym miejscu był jeszcze lepszy i jeszcze piękniejszy. Prezydent Was wysłucha, a może nawet coś zanotuje. Może nawet przekaże to coś (S)towarzyszom z Warsztatu Koszalin, a oni Was zignorują tak, jak robili to dotąd i jak właśnie to zrobili to teraz „nie widząc potrzeby zorganizowania debaty z udziałem mieszkańców”, którzy najprawdopodobniej wdeptali by ich TAK na Deptak w ziemię. Tak pojmują demokrację ludzie związani z koszalińskimi władzami, traktując mieszkańców instrumentalnie: prosi się ludzi o ich podpisy popierające deptak i nie chce się tych samych ludzi widzieć z obawy o krytykę realizacji tego, co poparli. A jeszcze niedawno podobne praktyki prezes Warsztatu Koszalin nazywał „farsą”, a propozycje indywidualnych działań opisywał następująco w czasach, gdy sam dobijał się do ratuszowych gabinetów:

„Kiedy ktoś udaje się do ratusza, aby podjąć działania w sprawie dotyczącej swego sąsiedztwa lub społeczności, od razu znajduje się w defensywie. Zarówno budynek, jak i urzędnicy pracujący w ratuszu służą całemu miastu. Jednostkowy problem urzędnicy ci postrzegają jako mało ważny wobec problemów całego miasta, sami wyglądają na bardzo zajętych i wydają się obcy. Petenta prosi się o wypełnienie formularzy, i umówienie się na spotkanie. Często związek między tymi formularzami, spotkaniem a sprawą, z którą się przychodzi, jest dość niejasny. Po krótkim czasie członkowie danej społeczności czują się coraz bardziej odsunięci od ratusza, od centrum podejmowania decyzji i od procesu decyzyjnego w kwestiach, które mają wpływ na ich życie. Poczucie bezsilności szybko narasta.”

Dziś właśnie autor tych słów sprawił, że czuję się bezsilny wobec jego arogancji i tchórzliwego zamknięcia się na słowa krytyki.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Pseudoartystyczny bełkot przed ratuszem

W niedzielne popołudnie na koszalińskim Rynku Staromiejskim miały miejsce szczeniackie wygłupy połączone z wandalizmem. Zorganizowała je Galeria Scena, Warsztat Koszalin oraz CK105.

Oswajanie Sztuki
Wygłupy nazwano „Warsztatami >>Daj Wyraz<<„, a ich pomysł ulągł się w główkach dwóch pań z jakiegoś Stowarzyszenia Oswajania Sztuki. Scenariusz, jaki wysłano w informacji do mediów był równie pretensjonalny jak nazwa stowarzyszenia; można tam było m. in. przeczytać, że „Na warsztatach stworzymy mapę powiązań, unaocznimy codzienny, przezroczysty proceder „wydarzania się” przestrzeni miejskiej przez sam fakt naszej w niej obecności. „

Owa „mapa powiązań” i „unaocznianie przezroczystego procederu wydarzania się przestrzeni miejskiej” miała się dokonać następująco „uczestnicy mieli zanurzać swoje stopy w farbie i chodząc po rynku „wyznaczać swoje ścieżki”. Gdy farba-paliwo się skończy, na końcu swojej ścieżki będą malować swoje motto, znak, symbol” (cytat ze scenariusza).

I jeszcze jeden fragment: „Myśli, gesty, odczucia mieszkańców – zarówno tych stałych, jak i „przelotnych” – ubrane w formę wydeptanego farbą śladu ukoronowanego komunikatem ujętym w formę namalowanego zdania, symbolu, obrazka, odcisku pomogą unaocznić i zrekonstruować język miasta.”

Niedzielni artyści
Nie wiem, ilu było uczestników tego opisanego bełkotliwą pseudoartystyczną nowomową performance’u; podglądnąwszy imprezę dzięki umieszczonej na wieży ratusza kamerce internetowej, dostrzegłem kilkanaście osób. Natomiast wieczorem zobaczyłem efekty „oswajania sztuki”, która to impreza odbyła się się w ramach projektu promocji sztuki nowoczesnej w Koszalinie przez Galerię Scena – głównego organizatora I Festiwalu Sztuki w Przestrzeni Publicznej KOSZART (10-13 październik 2011, Koszalin).

Ślady stóp są prawie niewidoczne, natomiast bardzo wyraźne są nabazgrane przez artystów zdania, które „mają pomóc unaocznić i zrekonstruować język miasta”.

Pierwsze, zresztą najbardziej widoczne (na całym świecie dzięki internetowej kamerze na ratuszu) brzmi: „MIESZKAM W KOSZU”. Równie wyraźne nabazgrane niebieską farbą: „WALA MA DAŁNA”. Tuż obok czerwonym kolorem ktoś wyraźnie napisał: „KUPA” oraz „ZOSIA JEST GŁUPIA”. Niedaleko wielkimi literami uwieczniła się „JOLKA Z KOSZALINA”, inna zaś osoba wypisała niebieską farbą, że „DEPTAK JEST OK”, zaś obok pomnika „Byliśmy – Jesteśmy – Będziemy” ktoś wielkimi literami nabazgrał „LUBIĘ WOPR NA BASENIE”; itp. itd.
Jeden z napisów był zamazany – widocznie nawet organizatorzy stwierdzili, że jednak granice tzw. wolności artystycznej jednak istnieją.

Slums przed ratuszem
Efekt tej pseudoartystycznej imprezy jest nie tylko żenujący; moim zdaniem jest skandaliczny. Oto bowiem pod patronatem utrzymywanej z publicznych pieniędzy instytucji (Galeria Scena, CK105) oraz z niezrozumiałych względów faworyzowanego Stowarzyszenia Upiększania Miasta Warsztat Koszalin, doszło do kolejnego (po Biedadeptaku) oszpecenia publicznej przestrzeni w sercu miasta. Przykrywając kretyńskie zabawy bredniami o „tworzeniu mapy – dialogu” sprawiono, że i tak niepiękny rynek, zabazgrany głupimi napisami wygląda teraz jak przeniesiony z jakiegoś slumsu.

Jedynym namalowanym staranniej napisem, który znalazłem na płycie rynku było wypisane wielkimi literami słowo „BIEDARYNEK”. W odróżnieniu od informacji o Wali, Zosi i kupie, niesie przynajmniej ważny komunikat: koszaliński rynek jest siermiężny i brzydki, a autor napisu zdecydował się o tym wyraźnie przypomnieć władzom miasta, które zdają się tej brzydoty od lat nie dostrzegać z okien swoich gabinetów. Idiotyczne pomysły w rodzaju niedzielnego „Oswajania sztuki” przez znanych z niesmacznych prowokacji pseudoartystów z Galerii Scena nie tylko nie są metodą ożywiania centrum miasta, ale przede wszystkim oszpecają je jeszcze bardziej.

Radziłbym miejskim instytucjom ostrożnie podchodzić z patronatem nad imprezami, w których palce macza Stowarzyszenie Upiększania Miasta Warsztat Koszalin i Galeria Scena. Jeśli „warsztaty DAJ WYRAZ” miały być promocją październikowej większej imprezy prezentującej tzw. Sztukę Nowoczesną, to można się tylko obawiać, jak oni nam tu jeszcze „upiększą” przestrzeń publiczną.

Do grupy niedzielnych artystów dołączył profesjonalista. Widok na Rynek Staromiejski z kamery internetowej na wieży koszalińskiego ratusza. Tak centrum miasta widział cały świat.

Bardzo szybko prezes Stowarzyszenia Upiększania Miasta Warsztat Koszalin, Gall Tadeusz Leonard P. w towarzystwie osoby podobnej do kierownika Galerii Scena, Ryszarda Z.   usunęli  „niesłuszny” napis, niszcząc dzieło artysty odnoszące się do trwającej właśnie dyskusji o przyszłości centrum Koszalina.

I znów jest ładnie:

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Mega Amatorszczyzna

W sobotę, 6 sierpnia na Rynku Staromiejskim miała się odbyć kolejna po Megaszydłowaniu Mega Impreza zorganizowana przez Stowarzyszenie Upiększania Miasta Warsztat Koszalin. Została odwołana i przełożona na 13.08.2011. Potem zaczął się organizacyjny Megachaos.
Najpierw, 6 sierpnia miała się odbyć impreza pt. Scena Bezdomna i Gitarowy Megaband. Scena Bezdomna miała zapewne zdyskontować sukces fotograficznej Galerii Bezdomnej, a Gitarowy Megaband wziął się z wrocławskich imprez na których bito kolejne rekordy Guinnessa w jednoczesnym graniu utworu „Hey Joe” Hendrixa. Imprezę „wymyślił”, choć właściwie bardziej właściwe byłoby słowo „skopiował” pomysłodawca ożywienia śródmieścia w formie deptaka – Warsztat Koszalin.Z powodu zapowiadanych opadów deszczu impreza została odwołana i przeniesiona na 13 sierpnia (tydzień później). Zmieniono nazwę (Granie na Deptanie) i rozesłano informacje do mediów. Zrobiono to na tyle nieudolnie, że do niektórych (darmowa gazeta „teraz koszalin”) informację dostarczono już po zamknięciu numeru (w środę, 10 sierpnia) i informacja się tam nie ukazała.Ukazała się natomiast w piątkowym numerze Głosu Koszalińskiego i ukazującym się w tym samym dniu numerze tygodnika „Miasto”. W internecie znalazła się na stronie Centrum Kultury 105 z programem imprez w ramach cyklu „TAK na Deptak” oraz na stronie Warsztatu Koszalin
I wówczas zaczął się chaos: tego samego dnia, w piątek, na internetowej stronie Warsztatu Koszalin ukazało się info, że „z powodu koszmarnej aury całe wydarzenie zostało odwołane”.Być albo nie być – oto jest pytanie…

Na stronie Facebooka TAK na Deptak, na której jeszcze do niedawna pojawiały się wszelkie uaktualnienia imprez organizowanych przez Upiększaczy Miasta nie ma wzmianki ani o Graniu na Deptanie, ani o jego odwołaniu bądź nieodwołaniu. Ostatnie wpisy organizatorów dotyczą… problemów rowerzystów w Polsce i Europie.

W sobotę – w dzień imprezy, info o odwołaniu imprezy zniknęło ze strony Warsztatu Koszalin. Zadzwoniłem pod podany tam nr telefonu z pytaniem, czy „Granie na Deptanie” się odbędzie. Potwierdzono, że się odbędzie. Pomyślałem więc, że skoro pogoda się poprawiła, a informacja o odwołaniu była paktycznie niezauważalna – ktoś jednak wymusił na organizatorach realizację zaplanowanej i ogłoszonej imprezy.

Tak się jednak nie stało. Na koszalińskim Rynku Staromiejskim nie stanęła żadna Scena Otwarta, nie zjawił się żaden muzyk zainteresowany graniem, żaden koszalinianin chętny do zaprezentowania wiersza, opowiadania, prezentacji multimedialnej, czy zdjęć. Zjawili się wyłącznie organizatorzy (w osobach zarządu Warsztatu Koszalin) oraz niezawodny Leszek Fabiańczyk przebrany za rycerza i gotowy do przedstawieniu rysu historycznego oraz ciekawostek związanych z miastem.
Najprawdopodobniej pokazało to rzeczywiste zainteresowanie „Graniem na Deptanie – bo trudno uwierzyć, że krótka informacja o odwołaniu na internetowej stronie WK, porównywalna swoim zasięgiem z karteczką umieszczoną na drzwiach siedziby stowarzyszenia, została przez mieszkańców zauważona.

Podobno są plany kolejnego „przeniesienia” imprezy na koniec sierpnia.

Impreza widmo

Jakby tego było mało, na wydrukowanych przez Urząd Miejski ulotkach kolportowanych podobno w nadmorskich miejscowościach, a także na stronie http://www.it-pomorze.pl/index.php?option=com_events&task=view_detail&ag… znajdujemy info, iż w sobotę, 13.08.2011 na Rynku Staromiejskim ma się odbyć nie żadne Granie na Deptanie, ale… Dzień z Radiem Koszalin, podczas którego „mieszkańcy śpiewają karoaoke, czytają wiadomości, robią relację z miejsca wymyślonego zdarzenia, biorą udział w konkursie na najbardziej niebanalne pozdrowienia itd.
Atrakcją zapowiadanej imprezy miała być „cicha dyskoteka” we współpracy z Radiem Koszalin, które miało napędzać akcję i zachęcać uczestników na kilka-kilkanaście dni wcześniej (?). Cicha dyskoteka miała polegać na tym, że uczestnicy pojawiają się w dwóch miejscach – koło Meduzy w Mielnie i na Rynku Staromiejskim mając radia/telefony ze słuchawkami. Zabawa polegać miała na tym, że sterowani przez DJa z radia wykonywaliby różne polecenia – tańce, skoki, a obserwatorzy widzieliby tylko dziwnie zachowującą się grupę w ciszy.

W Radio Koszalin, do którego zadzwoniłem, nic o tym nie wiedziano. Potencjalni chętni do tańczenia w słuchawkach, którzy z ulotką w garści zjawiliby się na Rynku nie mieliby pojęcia o tym, że to, o czym czytali było jedynie radosną twórczością Młodych Planistów.

Kompromitacja

Nie pisałbym o historii tej imprezy, gdyby nie to, że była ona jedną ze sztandarowych pozycji na liście pomysłów mających uzasadnić potrzebę istnienia koszalińskiego deptaka jako sposobu na ożywienia serca miasta. Gitarowy Megaband vel Granie na Deptanie to kolejna kompromitacja Stowarzyszenia Warsztat Koszalin. Nie dość, że nieumiejętnie (zbyt późno) dostarczyli informacje o imprezie, to kompletnie nie poradzili sobie z nagłośnieniem informacji o jej odwołaniu. Gdy to piszę (dzień po mega wydarzeniu, którego nie było) zarówno na stronie Warsztatu Koszalin, jak i CK105, a także we wszystkich internetowych serwisach prasowych nie ma słowa o tym, że imprezy nie będzie. Nie ma ani słówka na Facebookowej stronie TAK na Deptak.

Dla porównania: tego samego dnia w niedalekim Mielnie odbyła się zaplanowana przed wakacjami i nieodwoływana z powodu prognoz meteorologicznych impreza pt. „Allegotowanie na byle czym”. Na tym m. in. polega różnica między profesjonalizmem a nieudolną amatorszczyzną.

Mam dla młodych entuzjastów z WK, dobrą radę: niech wrócą do organizowania imprez we własnym gronie typu Pecha Kucha (nawiasem mówiąc: ostatnia PK, którą planowali na piątek, 12 sierpnia, też została odwołana) i niech nie zabierają się za rzeczy, które ich przerastają. Niech nie projektują nowych rozwiązań urbanistycznych, bo nie tylko nie mają w tym żadnego doświadczenia, ale się na tym nie znają. Niech nie biorą się za organizację większych imprez dla mieszkańców, bo dotychczasowe próby wypadły żenująco: Megaszydłowanie i Rowerowa Masa Krytyczna ściągnęła (poza nimi) jedynie kilka lub kilkanaście osób, a historia Gitarowego Megabandu podsumowuje cykl ich Biedaimprez.

A władze miasta niech też wreszcie przejrzą na oczy i dostrzegą pod warstewką energii i entuzjazmu członków stowarzyszenia Warsztat Koszalin ich nieudolność i dyletantyzm.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

(S)towarzysze Pryszczersi

60 lat temu istniała w PRL grupa komunistycznych literatów, która przeszła do historii jako „pryszczaci”. Dziś w Koszalinie mamy do czynienia z ich naśladowcami, głoszącymi hasła uwalniania energii i przeobrażania nieużytków „asfaltowych kanionów” w żyzne Deptaki.

Nazwa (Pryszczaci” (zaliczano do niej takich znanych później pisarzy jak Wiktor Woroszylski, Andrzej Braun czy Wisława Szymborska) nawiązywała do ich młodego wieku – wszyscy mieli po dwadzieścia kilka lat, a prócz młodości łączyła ich fanatyczna w komunizm i Związek Radziecki. Bezkompromisowo atakowali „zgniłe relikty dawnego kapitalistycznego ustroju” oraz głosili, że oparty na zasadach marksizmu – leninizmu socjalizm naukowy jest szczytowym osiągnięciem rozwoju gospodarczo – politycznego, który doprowadzi społeczeństwa do powszechnego dobrobytu.

Twórczość „Pryszczatych” – naiwna, schematyczna i pełna patosu, koncentrowała się wokół dwóch tematów: zwalczania tzw. „wroga klasowego” i entuzjastycznego opisywania przemian społeczno – gospodarczych wczesnego PRL-u. Ich utwory („Traktory zdobędą wiosnę”, „Przy budowie”, czy „Stocznia”) były nie dającymi się dziś czytać gniotami, nieznośnie propagandowo – agitacyjnymi tzw. produkcyjniakami , w których głoszono kult pracy i postępu według wzorców ze Związku Radzieckiego.

Działalność Pryszczatych zniknęła wraz ze stalinizmem. Sławiony przez nich socjalizm ostatecznie poniósł klęskę. Dawnym młodym ideowcom nie udało się przeorać mentalności społeczeństwa i nawrócić go na idee komunizmu, a oni sami z czasem zaczęli tworzyć dzieła o całkowicie antysocjalistycznym wydźwięku.

Ruszymy z posad bryłę świata!

Historia podobno kołem się toczy, a jeżeli się powtarza, to – jak to powiedział Karol Marks – jako farsa. W Koszalinie od niedawna również mamy grupę „pryszczatych”, których jednak dla odróżnienia od zaangażowanych w PRL-owski socjalizm pisarzy zwać będę (nawiązując do nazwy „blokersi”) – „pryszczersami”. Pryszczersi są również młodzi: mają po dwadzieścia kilka lat i są pełni entuzjazmu dla idei mówiącej, że stare formy należy zastąpić nowymi: mianowicie zamienić ulice na deptaki. Jak dawni komuniści operujący hasłami o odebraniu fabryk kapitalistom i ziemi obszarnikom, głoszą potrzebę odebrania przestrzeni właścicielom samochodów i „oddaniu” jej masom pieszych. Są pewni swoich racji i nie mają wątpliwości. Tak jak niegdyś Pryszczaci powoływali się na Związek Radziecki, oni powołują się na przykłady miast zachodnich. Tak jak Pryszczaci wierzyli w teorie ekonomii naukowego socjalizmu, tak Pryszczersi z pasją szermują hasłami „wspierania usług miastotwórczych”, „dogęszczania zabudowy” „oraz podnoszenia jakości zagospodarowania przestrzeni publicznej”.

Niegdyś Pryszczaci ukazywali w swych schematycznych socrealistycznych produkcyjniakach nadzieję na nowy wspaniały świat powszechnej sprawiedliwości społecznej opartej na trókątnym sojuszu klasy robotniczej, chłopstwa i inteligencji pracującej; dziś Pryszczersi ukazują w swych wystąpieniach i manifestach nowy wspaniały i sprawiedliwy świat oparty na trójkątnej zasadzie tzw. zrównoważonego transportu miejskiego opartego na sieci ścieżek rowerowych, komunikacji MZK i transporcie indywidualnym (prywatnych samochodach). O ile dominującym tematem Pryszczatych była praca fizyczna (na roli, w fabryce), o tyle w swych wystąpieniach Pryszczersi koncentrują się na wypoczynku. Zamiast poematów opiewających Nową Hutę, sławią ogródki gastronomiczne, meble miejskie i szerokie, pozbawione spalin samochodowych ścieżki rowerowe i Deptaki. Miejsce strudzonych mas robotniczo – chłopskich zajęły w ich wizjach barwne tłumy wypoczywających turystów, zamiast wytężonej walki o podnoszenie PKB, głównym tematem jest „ożywianie”, „rewitalizacja” i organizacja zabawy. I tak jak dogmaty ekonomii politycznej socjalizmu wprowadzali w życie komunistyczni teoretycy, tak przeprojektowywaniem miasta zajmują się wśród koszalińskich Pryszczersów ludzie nie mający żadnego doświadczenia, a w większości również wykształcenia w tym zawodzie.

Wyklęty powstań, ludu ziemi!

Świat Pryszczersów jest równie czarno – biały jak świat Pryszczatych: dzieli się na siły postępu chcące dokonać zmian („przynajmniej COŚ robią”) i siły wstecznictwa (sprzeciwiają się zmianom proponowanym przez Pryszczersów). Podobnie jak niegdyś Pryszczaci, dzisiejsi młodzi rewolucjoniści chcą przeobrażać świat, uwalniać energię (nawiązanie do ruchów wolnościowych) i zmieniać nieużytki „asfaltowych kanionów” w żyzne Deptaki (niczym Związek Radziecki zamieniający pustynie Uzbekistanu w pola bawełny).

Biblią koszalińskich Pryszczersów (lub raczej odpowiednikiem „Kapitału” Karola Marksa) jest „Studium rozwoju ruchu rowerowego” niejakiego Marcina Hyły. Głównym celem Miejskich Sił Postępu jest walka w słusznym interesie klasy robotnicz… pardon: rowerowej traktowanej jako Uciśnioną Masą Miejską,  dyskryminowaną w ruchu ulicznym i pozbawioną należnych jej praw do własnych ścieżek rowerowych.  W tym celu organizowane są (jak za dawnych czasów) demonstracje zwane Rowerową Masą Krytyczną, które mają udowodnić reakcyjnej części społeczeństwa i władzom istnienie siły domagającej się dla siebie miejsca w mieście. Co prawda owa „masowość” jest dyskusyjna (lipcowy przejazd Masy liczył dwadzieścia kilka osób), ale zaangażowany (s)towarzysz z zarządu Warsztatu Koszalin (odpowiednika dawnego Biura Politycznego) w informacji dla prasy potroił tę liczbę.

Walka zaostrza się w miarę postępu!

Jednak społeczeństwo nie jest gotowe do zmian: 60 lat temu działali kułacy, wstecznicy i wrogowie klasowi; dziś przeciwko Pryszczersom występują „malkontenci” i „sceptycy”, a mieszkańcy miasta wciąż kupują kolejne proindywidualistyczne samochody zamiast prospołecznych rowerów. Co należy zrobić? (S)towarzysz G. Podlaszewski nie ma wątpliwości: „– Przede wszystkim zmienić mentalność. Ludzie muszą być gotowi na zmiany i chcieć ich.” Należy więc prowadzić ulotkową działalność propagandową (dziś zwaną „informacyjną”) i agitować. Niestety, tak jak w czasach Pryszczatych również dziś owe debaty są fikcją: krytycy proponowanych przez Pryszczersów zmian są nazywani malkontentami, a próby dyskusji merytorycznych zamieniane w ataki personalne na „krytykantów”; niewygodne opinie są bagatelizowane, niewygodne treści cenzurowane, na stronie internetowej TAK na Deptak ich autorzy wpisywani są na czarną listę (banowani), dopuszcza się zaś jedynie treści zgodne z oficjalną linią Partii, tj. SUMWK.

Pryszczersi nie dopuszczają myśli o własnej porażce: klęski przekuwają dialektycznie w sukces (jak to miało miejsce z pomysłem Megaszydłowania), lub tłumaczą znanymi z PRL tzw. „trudnościami obiektywnymi” w rodzaju: „To, co widzimy dzisiaj – ogródki lokali gastronomicznych oraz plac zabaw – jest tym co Koszalin ma do zaoferowania mieszkańcom obecnie.” Ich siłą jest dyscyplina – karnie stawiają się na organizowanych przez siebie eventach, aby nadać im wyglądu masowości. Dbają również o zwartość szeregów i jedność głoszonych poglądów do tego stopnia, że oficjalne wypowiedzi są kolektywnie uzgadniane, a nieuzgodnione usuwane (jak to było z wypowiedzią samego Prezesa Warsztatu Koszalin, usuniętą przez niego z Facebooka po konsultacji z pozostałymi członkami władz SUMWK).

Dawne ruchy komunistyczne powiązane były w tzw. Międzynarodówkę. Również dzisiejsi Pryszczersi biorą udział w „międzymiastówce” grupującej aktywistów Ruchów Miejskich, głoszących slogany o rewitalizacji, kulturze przestrzeni, systemie transportu, dostępności i jakości przestrzeni publicznych itp. itd., jeżdżąc na zjazdy i kolportując przywożone stamtąd propagandowe treści.

Bój to jest nasz ostatni!

Najprawdopodobniej radosna rewolucyjna działalność Pryszczersów zakończy się tak, jak to było z ich historycznymi wzorcami: skończą studia, znajdą pracę, założą rodziny na które będą musieli zarabiać pieniądze. Z czasem  ich żar wygaśnie: zamienią rowery na wygodniejsze samochody i wyprowadzą się na krytykowane dziś przez nich przedmieścia. Ich dzieło: Wielki Koszaliński Deptak podzieli los Wielkich Budów Socjalizmu, stając się jedynie świadectwem kolejnej utopijnej idei. Oby stało się to zanim ich rewolucyjna i pełna naiwnych chęci działalność skaże nas na kolejne lata nietrafionych eksperymentów utrudniających życie zwykłym ludziom.

Dodaj komentarz

Filed under Koszalin

Odpowiedzialny za Biedadeptak

Trwają czynności zmierzające do ustalenia przyczyn śmierci Biedadeptaczka. Jednocześnie wszczęte zostało dochodzenie w sprawie ustalenia jego ojcostwa.
Do tej pory do autorstwa pomysłu polegającego na częściowym zamknięciu ul. Zwycięstwa w celu ożywienia centrum miasta przyznali się:
1. Prezydent Koszalina Piotr Jedliński, o którym lokalna prasa napisała: „Prezydent miasta Piotr Jedliński wpadł na pomysł, że warto by na jakiś czas zamknąć częściowo ulicę Zwycięstwa w centrum. Skłoniło go do tego głównie to, co mówią młodzi architekci, którzy współpracują z ratuszem. – Ta koncepcja wciąż wraca. Wielu mieszkańców mówi, że to dobry sposób na ożywienie centrum. Więc myślę, że warto spróbować i przekonać się, czy to się sprawdzi.”(Głos Koszaliński, 04.04.2011)
 2. Stowarzyszenie Upiększania Miasta Warsztat Koszalin, w którego oficjalnym oświadczeniu czytamy: „SUMWK odpowiada za przekazanie UM pomysłu przeprowadzenia deptaka na zasadzie czasowego eksperymentu”.
Prowadzący dziennikarskie śledztwo założył, że właśnie Stowarzyszenie „ Warsztat Koszalin” miał na myśli prezydent mówiąc o „młodych architektach” i postanowił dotrzeć do nazwisk owych fachowców. Ustalono co następuje:
Zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym Stowarzyszenie „ Warsztat Koszalin” liczy wymaganą do zarejestrowania minimalną ilość 15 członków. Wśród nich są: studenci (5 osób), dziennikarze (2 osoby), fotograficy – specjalność: fotografia ślubna (2 osoby), artystka malarka (1), Tożsamości 4 osób nie udało się ustalić i na razie pozostają one wraz ze swymi dotychczasowymi dokonaniami całkowicie anonimowe.

Architekt jest jeden: prezes Gall Tadeusz Leonard Podlaszewski i być może ta ilość imion zmyliła pana prezydenta Jedlińskiego i jego zastępcę Szałka mówiących o „młodych architektach” 😉

Wynika z tego, że ów jeden młody człowiek który niecałe dwa lata temu skończył studia, nie posiadający nie tylko żadnych osiągnięć w zawodzie, ale nawet żadnego praktycznego doświadczenia jako architekt, przekonał prezydenta do pomysłu urbanistycznej rewolucji, której efekty możemy od kilku tygodni oglądać w centrum miasta.

Mało tego: mimo kompromitacji dotychczasowej formy Biedadeptaka oraz zrzucania odpowiedzialności za jego siermiężność na barki Ratusza i CK105, Stowarzyszenie rości sobie pretensje do dalszego nadzorowania realizacji pomysłu, pisząc na swojej stronie internetowej: „Organizator – Urząd Miejski oraz pomysłodawcy – Stowarzyszenie powinni wspólnie z mieszkańcami wyznaczyć dalekosiężne cele projektu rewitalizacji centrum Koszalina”.

A może projektem rewitalizacji śródmieścia powinno zająć się bardziej kompetentne stowarzyszenie – np. Stowarzyszenie Architektów Polskich zrzeszające więcej niż jednego architekta, który najwidoczniej nie radzi sobie z tematem? Warto, by władze miasta wzięły to pod uwagę.

Może też pan G.T.L.Podlaszewski chcący uwalniać swoją energię i realizować swoje ambicje spróbuje innej drogi – np. startując ponownie w wyborach do Rady Miejskiej (życzę lepszego wyniku niż 57 głosów ostatnio). Warto, by prezes SUMWK wziął to pod uwagę.

Dodaj komentarz

Filed under Koszalin

Biedadeptak

Koszaliński BiedaDeptak jest rezultatem połączenia młodzieńczej lekkomyślności i werwy grupy niedoświadczonych młodych ludzi z wyrachowaniem urzędników. Jest kalekim, niedonoszonym płodem, będącym efektem zbliżenia pomiędzy tryskającym pomysłami i energią Warsztatem Koszalin, a nieruchawą Władz(i)ą Koszalińską.

Jego poczęciu towarzyszyły wielkie oczekiwania, a narodziny hucznie świętowano. Maleńki Biedadeptaczek narodził się wątły i aby mógł żyć dalej, zorganizowana grupa wolontariuszy z zaangażowaniem poświęcała mu swój czas, pompując w niego energię. Niczym w inkubatorze, przez dziewięć Dni Koszalina, otoczony troskliwą opieką Biedadeptaczek dawał oznaki życia, które zresztą były typowe dla noworodków: okoliczni mieszkańcy słyszeli nocne wrzaski oraz wąchali specyficzne pieluchowe zapachy.

Jednak Jego rodzice byli szczęśliwi – bo przecież każdy rodzic kocha swoje dziecko, nawet to upośledzone czy kalekie. Szczęśliwy młody tato Warsztat K. rozsyłał informacje o narodzinach maleństwa do przyjaciół w innych miastach i otrzymywał gratulacje. Oboje rodzice wierzyli, że jeśli Biedadeptaczek przeżyje, z czasem nabierze sił, zmężnieje, urośnie, i kiedyś stanie się pięknym wielkim Deptakiem, ciągnącym się od Góry Chełmskiej, wzdłuż ulicy Piłsudskiego i Zwycięstwa, aż do dworca PKS, budząc podziw w całym kraju.

Dlatego też dumna z małego Biedadeptaczka Władz(i)a K. zdecydowała, by pochwalić się nim już w ciągu dwóch letnich miesięcy przed przybywającymi nad morze turystami z Polski i zagranicy. Zmobilizowano najświatlejsze umysły miasta i przeorganizowano program letnich imprez miejskich tak, by wszystko to, co najlepsze ofiarować Jemu: koszalińskiemu Deptakowi. Jedna ze sztandarowych atrakcji (Święto Wody) organizowana kolejny raz na zaniedbanym Rynku Staromiejskim, tym razem odbywała się w tym samym miejscu, ale z podkreśleniem, że jest to OBOK Deptaka. Niekochanej już Ulicy Kaszubskiej został odebrany Koszaliński Festiwal Kulinarny zwany Ulicą Smaków i również ulokowany „obok Deptaka” (na rynku).

Na co dzień jednak Biedadeptaczek odłączony do respiratora zorganizowanego cyklu imprez i pozbawiony zastrzyków finansowego wsparcia, pogrążony był w letargu, ograniczając swoje istnienie do picia i jedzenia wśród samochodowych spalin. Okrzyknięty w czerwcu jako sukces, szybko przestał budzić zainteresowanie, a nawet pojawiały się coraz liczniejsze głosy, że miał być ładniejszy, za bardzo się rozpycha w mieście i w ogóle jest kłopotliwy. W ramach projektu TAK na Deptak próbowano zorganizować kilka biedaimprez: wielkie szydłowanie czy bazarek rękodzieła, które okazały się jedynie wielkimi kompromitacjami i nie zainteresowały nikogo. Rozpaczliwy głos ojca pomysłu TAK na Deptak w obronie maleństwa, że kiedyś dorośnie i wypięknieje, oraz że nawet w tej formie budzi zazdrość Poznania i Gdańska, został wyśmiany lub zignorowany.

Po miesiącu udawania, że owoc związku Warsztatu K. i Władzi K. ma się dobrze, czas chyba ogłosić mieszkańcom gorzką prawdę: Biedadeptaczek nie żyje. Od początku zainfekowany wirusem naiwności, dyletanctwa i pychy, był skazany w zarodku na krótkie życie bez perspektyw. Jego istnienie, zrazu budzące sensację i wielkie nadzieje, ostatecznie stało się wielkim rozczarowaniem. Zszedł z tego świata po cichu i niezauważenie, ale jego bezwładne cielsko ogrodzone barierkami przez kolejne dni wciąż blokuje centrum Koszalina. Współczując jego rodzicom apelujemy jednak, by nie czekając do końca lata jak najszybciej pochowali go gdzieś głęboko wraz z kolejnymi projektami TAK na Deptak. Zaś Władz(i)ę K. prosimy, by dla dobra swojego i mieszkańców Koszalina rozstała się z niedojrzałym Warsztatem K., który ją uwiódł oraz namówił do spłodzenia biednego deptakowego pokurcza i zajęła się  zapomnianym i zapuszczonym Rynkiem Staromiejskim.

Biedadeptak.org(anizacyjna klapa)

Wyraźnie oznakowanie: teraz wiecie, gdzie jesteście

Odzyskana (podobno) przestrzeń dla pieszych…

Kwiaty już są – brakuje tylko zniczy. Niech spoczywa w pokoju.

Dodaj komentarz

Filed under Koszalin